Come To The Dark Side…
Apokalipsa. Usunąłem Slackware z HDD! Tak! Ja, zagorzały fan Linuksa, zaprzysięgły przeciwnik Microsoftu, nienawidzący monopolu koleś usunął ze swojego komputera jedyną twierdzę wolności od wszelkiego zła trapiącego współczesność i począł używać Windows 7. Zanim jednak zaczniecie we mnie rzucać pomidorami/ziemniakami/selerami/czy co tam jeszcze posiadacie pod ręką wysłuchajcie opowieści o tym, dlaczego usunąłem ów system i przeszedłem na Ciemną Stronę Mocy.
Odwiedziwszy dziś w szkole swojego Dropboksa zajrzałem do panelu My Computers. Tam zauważyłem, że Slaczka używałem ostatnio jakieś 3 tygodnie temu. Oto lista powodów, dla których korzystam z 7:
- brak czasu – trzeba przyznać, że Slackware jest dość czasochłonnym systemem. Owszem, lubię wyzwania, ale ostatnio nie mam jakoś na nie czasu. Zamiast tego używam systemu, który działa na tyle dobrze, bym nie musiał się użerać z niedziałającym Flashem czy brakiem bibliotek.
- .NET Framework – Jako przyszły (mam nadzieję) programista C# uczę się powoli tego frameworka. Implementacja Mono póki co mnie nie interesuje (zwłaszcza, że lubię .NET Compact Framework).
- wygoda użytkowania – znam oba systemy na tyle dobrze, że właściwie oba są dla mnie wygodne. Aczkolwiek skoro obydwa są równe na tym polu to mogę wybrać jeden i go zostawić. Argumenty przemawiają za siódemką.
- zgodność z urządzeniami - cóż. To kwestia sporna. O ile w Slacku większość sterowników była już w jądrze, o tyle w 7 musiałem ich kilka doistalować. Ale skoro już to zrobiłem to nie mam się czym przejmować (do czasu “format c:”
). Jednakże dużo ważniejsza jest dla mnie obsługa iPoda i telefonu. Z tym pierwszym nie byłoby problemu (gtkpod itd.), acz wygodniejszego narzędzia do jego obsługi ponad iTunes nie ma. O telefonie nawet nie ma co mówić – Windows Mobile najlepiej współpracuje z Windows…
- wydajność – tu podobnie jak z wygodą. Oba systemy mają podobny poziom. Ciężkość systemu dało się przyuważyć gdy korzystałem z KDE 4.2, natomiast z 7 nie mam żadnych problemów.
- zgodność z aplikacjami – no właśnie. Punkt kulminacyjny można by rzec. Właściwie większością używam aplikacji webowych, ale jednak takie rzeczy jak Photoshop czy Packet Tracer (tych programów używamy w szkole) nie są w pełni używalne pod Wine. Po za tym – tu mogę pograć w Trackmanię i HoMMa ;D
Oczywiście przytoczone argumenty nie mają na celu zniechęcenia do Slacka, czy też Linuksa. Kiedyś spokojnie możnaby mnie nazwać Linux Fanbojem (nawet raz dostałem dyplom “za zadręczanie koleżanek opowieściami o Linuksie”), ale czasy i ludzie się zmieniają. Postanowiłem zostać tam gdzie jest mi najwygodniej, co nie znaczy, że skreślam Linuksa z listy płac. Założę się, że za kilka tygodni zabraknie mi tego walczenia z niedziałającą kamerką czy montowaniem pendrivów. A wtedy wrócę do Slacka z podkulonym ogonem.
Zapewne panowie z Microsoftu, którzy przypadkiem mogliby tu trafić się uśmiechną i pomyślą, że mają kolejnego Szturmowca w armii Darth Ballmera. Nie mają. Jestem tylko szarym userem ich systemu. No. To teraz możecie mnie obrzucić, zwymyślać, obedrzeć ze skóry.